0

„Bliźnięta z lodu” – mroczny thriller ze Szkocją w tle

Do przeczytania tej książki zachęciła mnie recenzja na jednej z Facebookowych grup. Ktoś napisał, że nigdy nie czytał lepszego horroru/ thrillera psychologicznego. Już wtedy wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. Jednak moja lista TBR jest dość długa i „Bliźnięta z lodu” miały trafić na sam koniec. Na szczęście coś mnie tchnęło i przeczytałam ją o wiele wcześniej…

Bliźnięta z lodu

 

Tytuł oryginału: The Ice Twins
Liczba stron: 336
Data wydania: 26 sierpnia 2015
Wydawnictwo: Czarna Owca
Gatunek: thriller psychologiczny, sensacja, kryminał
W życiu każdy błąd może przynieść poważne konsekwencje…

Bliźniaczki jednojajowe urodziły się identyczne. Aż do momentu, w którym zaczęły mówić nawet rodzice nie byli w stanie ich odróżnić. Dopiero gdy dziewczynki zaczęły podrosły ujawniły się ich skrajnie różne charaktery — zamkniętą w sobie Lydię i wesołą Kirstie można odróżnić jedynie po sposobie bycia. Dziewczynki są oczkiem w głowie swoich rodziców, Angusa i Sary, którzy nie widzą świata poza swoimi bliźniaczkami.

Niestety rodzinna sielanka nie trwa długo. W wieku siedmiu lat jedna z bliźniaczek, Lydia, umiera w nieszczęśliwym wypadku. Cała rodzina pogrąża się w żałobie. Angus zaczyna przesadzać z alkoholem, Sarah ledwo daje sobie radę z przeżytą traumą. A co tak naprawdę czuje Kirstie, która straciła swoje drugie „ja“?

„Nie tyle moja własna śmierć jest nie do zniesienia, ile śmierć najbliższych. Bo ich kocham. I część mnie umiera razem z nimi. Dlatego można by powiedzieć, że wszelka miłość jest formą samobójstwa.”

Rok po tragedii nareszcie pojawia się światełko w tunelu – Agnus dziedziczy Turran, wyspę Piorunów. Dla pogrążonej w rozpaczy rodziny wydaje się, że przeprowadzka na szkockie odludzie to szansa na powrót do normalności. Jednak życie na opuszczonej wyspie okazuje się o wiele trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Opuszczony przed laty dom jest w totalnej ruinie. Nie ma internetu, zasięgu telefonu, a nawet czystej bieżącej wody… Do tego Kirsty zaczyna się dziwnie zachowywać… Twierdzi, że ona to nie Kirstie tylko jej, uznana za zmarłą, siostra. Raz powtarza, że jej siostra jest w niej i mówi o sobie „my”, innym razem mówi, że siostra przychodzi się z nią pobawić…

„Dlaczego ciągle nazywasz mnie Kirstie, mamusiu? Kirstie nie żyje. To Kirstie umarła. Ja jestem Lydia”

Lydia, a może jednak Kirstie, czuje się coraz bardziej samotna i zagubiona. Na Torranie, wyspie, która ponoć jest nawiedzona, zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy. Do tego Agnus i Sara coraz częściej się kłócą a na światło dzienne zaczynają wychodzić coraz mroczniejsze tajemnice tej „idealnej” rodziny.
„Czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje.”
Ta książka nie pozwala się odłożyć na później. Trzeba przeczytać ją jednym tchem…

„Bliźnięta z lodu”przeczytałam w jeden dzień. Gdy już weszłam w mroczny świat niewielkiej, szkockiej wyspy nie potrafiłam odłożyć tej książki nawet na moment. Ciągłe tajemnice, nieoczekiwane zmiany akcji, napięcie sięgające zenitu a pomiędzy tym wszystkim mała dziewczynka, która straciła swoją bratnią duszę. Czy wyspę naprawdę nawiedza duch zmarłego dziecka? Czy Lydia, a może jednak Kirstie, cierpi na jakąś chorobę psychiczną?

To właśnie Kirstie/Lydia sprawia, że „Bliźnięta z lodu” jest tak niesamowitą powieścią. Dziecko, które zwykle utożsamiamy z niewinnością, okazuje się najbardziej mroczną postacią tej książki. Do końca tak naprawdę nie wiadomo która bliźniaczka zginęła i do czego jeszcze może posunąć się to małe, zagubione dziecko.

Dla mnie największym minusem tej książki jest jej opis. Zdradza on o wiele za dużo co mija się z celem tej powieści. S.K. Tremayne fantastycznie stopniuje napięcie i mąci czytelnikowi w głowie natomiast ktoś stara się zniweczyć cały wysiłek autora. Dlatego pragnę Was przestrzec, przeczytajcie książkę, zanim zerkniecie na jej opis!

„Bliźnięta z lodu“ to powieść, obok której nie można przejść obojętnie. To opowieść o rodzinie, która próbuje podnieść się po traumie, jaką jest strata dziecka. To książka pełna emocji, kłamstw i nieoczekiwanych zmian akcji. W momencie, w którym wszystko zaczyna się układać w logiczną całość i czytelnik jest pewien, że rozszyfrował tę nietypową układankę wszystko nagle się zmienia. Przez cały czas napięcie rośnie a książka trzyma czytelnika w twardym uścisku i nie pozwala odejść ze szkockiej wyspy ze spokojem.